4 czerwca 2015

One shot- To nazywam najprawdziwszym przeznaczeniem. |Cz.1|

One shot- To nazywam najprawdziwszym przeznaczeniem. |Cz.1|

 Znamy się od kołyski...Znaczy się od porodówki...Ten sam szpital...Ta sama godzina,dzień i rok narodzin...Ta sama sala...Te same szkoły i klasy do których chodziliśmy...Wszystko robiliśmy razem. Pierwsze razy też razem...Po prostu całe nasze życie jest oparte na dwóch osobach- ja i on.Dwie nie rozłączne osoby i...Ta najbardziej krytyczna chwila... Jednocześnie była tą jedną z najpiękniejszych....Kiedy mój ojciec został zamordowany...A było to w 2 klasie gimnazjum...
Szłam do domu.Jak zwykle Leon mnie odprowadzał, rozmawialiśmy, śmialiśmy się.Stanęliśmy pod moim domem.
-Wiesz że nie lubię się żegnać, szczególnie z tobą-powiedział
-Wiem-Powiedziałam. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił
-Pa-szepnął mi do ucha i obdarował mój policzek muśnięciem warg.
  Weszłam do domu zamykając drzwi. Usłyszałam krzyk. Wzięłam pierwszy lepszy nóż z kuchni i wbiegłam na górę, na łóżku leżał mój tata, z nożem przy gardle, który trzymał...Ojciec Leona
-O Vilu jak miło że będziesz przy śmierci ojca- uśmiechnął się szyderczo Martin- tata mojego ukochanego.Tak kocham Leona, ale to teraz nie było ważne. Po chwili chwycił mnie za gardło
-To wybieraj Castillo albo ty albo twoja córeczka -postawił warunek
-Weź mnie..-wyszeptał ledwo słyszalnie
-Tato nie!- krzyknęłam
-Daj mi odejść..-przerwał mu ten bydlak
-Ostatnie słowa?-skierował się do mojego ojca
-Vilu powiedz mamie że ją kocham, a ty...Już nie spotykaj się z Leonem.. Zrób to dla mnie
-Zrobię to, kocham cię- mówiłam przez łzy. Puścił moje gardło i wbił mojemu tacie nóż.
-To teraz się zabawimy- zaczął mnie rozbierać a raczej rozszarpywać mi ubrania. Moje łzy nasilały się. Dam radę. Kopnęłam go w przyrodzenie. Otuliłam się kocem i pobiegłam do domu Leona. Zapukałam, kiedy mnie zobaczył nic nie mówił tylko przytulił
-Ciiii- szepnął 
-On chciał mnie..-przerwał mi
-Kto?-zapytał
-Twój ojciec- ścisnął pięści
-Poczekaj, pójdę po moją mamę usiądź w salonie- pobiegł na górę. Po 5 minutach przyszedł ze swoją mamą. A do domu wszedł...
-I ty masz szczelność tu jeszcze przychodzić?!-Krzyknęła matka Leona 
-Ooo Violu dzień dobry- Zignorował swoją żonę i zaczął mnie dotykać
-Zostaw ją!-Krzyknął młodszy Verdas i rzucił się na niego z pięściami
-A ty co smarkaczu?Co ty sobie myślisz?!-Zaczął
-To że nie zabija się ludzi i nie gwałci młodych...Chwila wróć...Żadnych kobiet!-Powiedział Leon.Nadal miałam łzy w oczach. Przytulił mnie mocno i pocałował we włosy
-Zobacz co zrobiłeś!Zniszczyłeś 15 letnią dziewczynę jesteś nienormalny!Leon, zaprowadź Vilu do swojego pokoju-zaczęła szeptać- Zadzwoń na policje-chwycił mnie za rękę i poszliśmy na górę było mi tak źle.
-Masz załóż to na siebie-podał mi swoją koszulę. Była duża, ale lepsze to niż poszarpane ubrania 
-Dziękuje- ubrałam podaną mi rzecz. Chwycił po telefon i zadzwonił na posterunek. Kiedy wrócił wtuliłam się w niego jak w pluszowego misia. Podniosłam głowę i spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Zbliżył się do mnie, ujął moje policzki w swoje dłonie i delikatnie musnął moje wargi, by mnie nie przestraszyć. Oderwaliśmy się od siebie
-Kocham cię-szepnął. Nic nie mówiłam, tylko przypomniałam sobie to co obiecałam ojcu-Przepraszam-szepnął
-Nie przepraszaj, ja też cię kocham ale nie możemy być razem-powiedziałam ledwo słyszalnie-W ogóle nie możemy się spotykać...-dodałam
-Ale...Dlaczego?-spytał. Momentalnie w jego oczach zbierały się szklane łzy, które widziałam pierwszy raz w życiu
-Obiecałam...Ojcu-posmutniałam
-Ale Violu...-przerwałam mu
-Nie Leon-Z moich policzków ciekły łzy-Kocham cię-szepnęłam i pocałowałam jego meksykańskie wargi i udałam się w stronę drzwi
-Zaczekaj-chwycił mnie za rękę-Nigdzie sama nie pójdziesz. Boję się o ciebie...-przerwałam mu
-Leon daj sobie spokój. Nie możemy się spotykać...-Przerwał mi.Ale on jest uparty
-Proszę, zrób to dla mnie, dla nas, dla naszej miłości...-Szepnął i złączył nasze wargi i jedną całość
-Zrobię to, bo cię kocham- przytuliłam się do niego
To był mój pierwszy pocałunek. Oddałam swoje usta jemu. Dziewictwo też..Tak naprawdę całą siebie oddałam jemu

Właśnie wracam z randki z Leonem. Świętowaliśmy nasze 18 urodziny. Jedziemy do jego domu, ponieważ chcę mi coś pokazać, a w zasadzie ma dla mnie niespodziankę. Weszliśmy do apartamentu  a tam pełno świeczek i róż porozsypywanych na podłodze.
-Wszystkiego najlepszego Violu -szepnął mi do ucha
-Wszystkiego najlepszego Leoś-szepnęłam mu do ucha. Chwila..Ja już wiem co on kombinuje
-Nie przelecisz mnie-zachichotałam. Czuje jak się podniecam...A może jednak ci się uda Verdas
-Czy aby na pewno?-chwycił mnie w tali i pocałował namiętnie
-Wygrałeś- szepnęłam. Zaczęłam niewinnie odpinać mu guziki od koszuli.Chyba nie chciał być mi dłużny więc rozpinał guziki od mojej marynarki. Dyszałam cicho.Przenieśliśmy się do sypialni. Leon sprawnie rozpiął mi stanik i zaczął pieścić swoim rozgrzanym językiem moje sutki.Jęczałam co motywowało go do działania. Zrzuciłam go z siebie i usiadłam na nim okrakiem.W jego oczach było widać iskierki pełne pożądania i szczerze mówiąc...Napalenia. Majstrowałam przy jego spodniach i po krótszej chwili jego brązowe rurki wylądowały gdzieś na podłodze za mną. Lekko ucałowałam jego stojącego żołnierza przez bawełniany materiał bokserek i wróciłam do jego ust.Całowaliśmy się brutalnie a nasze języki wałczyły o dominacje w jego buzi.W tym samym czasie moja brzoskwinka ocierała się o jego przyrodzenie co powodowało  ze coraz bardziej chciałam by nasze ciała były jednością.W końcu zdjęłam mu bokserki. Od razu co stwierdziłam jak zobaczyłam ta pale to 
"O kurwa jakie go wielkie"
Drażniłam główkę językiem,ale po chwili mi się znudziło i powoli znikał w mojej buzi. Był tak wielki musiałam pomagać sobie rekami.Chwile potem lepka maź zalała mi usta a ja połknęłam wszystko ze smakiem.Od dzisiaj sperma jest napojem bogów-zachichotałam a Verdas tylko spojrzał na mnie jak na idiotkę i zrzucił mnie z siebie.Pochylił głowę do mojej cytrynki i zaczął lizać łechtaczkę.Rzucałam się po łóżku jak opętana tak było mi dobrze. Wsadził swój zgrabny języczek do mojego wnętrza i dokładnie wylizał ścianki. Trysnęłam sokami,po czym z szafki wyjął prezerwatywę i podał mi ja otworzyłam torebeczkę i nałożyłam go na maczugę ukochanego.
-Gotowa?-spytał
-Działaj skarbeńku  -Jęknęłam. Wbił się we mnie jednocześnie wydobywając jęk.Syknęłam z bólu a on wytarł pojedyncza łzę, która spływała po moim policzku.Poruszał się bardzo wolno a na prześcieradle zauważyłam krew. 
-Mocniej kochanie mocniej!-Krzyczałam
W ten sposób wyglądała najpiękniejsza noc w moim życiu
***
Najlepsze i najdłuższe +18 w moim życiu!Mam nadzieje ze fabula wam się spodoba i do następnej części
~Wiktoria Verdas

5 komentarzy:

  1. O boże... co ja czytam.
    Fajne, fajne.

    OdpowiedzUsuń
  2. wspaniały czekam na dalsze części ! <3
    I zapraszam na mój blog http://amorleonetta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniały czekam na dalsze części ! <3
    I zapraszam na mój blog http://amorleonetta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały:)) kiedy next ??
    Zapraszam do siebie :)
    http://violetta-nowe-zycie.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń