Wstałam dzisiaj wcześnie, jak zwykle musiałam, bo mój tata...-Kiedy pomyślałam o ostatnim słowie do oczu napłyneły mi łzy. Szybko je otarłam i zabierając kwiaty z wazonu wyszłam z domu. Szłam uliczkami Buenos Aires rozkoszując się świeżym powietrzem. Po krótkim czasie dotarłam na miejsce spoczynku mojego ojca. Na nagrobku postawiłam kwiaty i przeżegnałam się grzecznie, uroniłam kilka łez i udawałam się w stronę wyjścia gapiąc się w podłoge, w mgnieniu oka wpadłam na kogoś zamknęłam oczy i czekałam na moje spotkanie z podłożem, ale poczułam jak silne ramiona łapią mnie. Nie pewnie otwieram oczy a przed nimi widzę baardzo przystojnego szatyna o szmaragdowych oczach, który posyła mi szczery uśmiech. Odwzajemniam go.
-Dziękuje za ratunek- mówie z uśmiechem nieschodzącym z mojej twarzy
-Nie ma za co - Pomaga mi wstać. Boże...Jego uśmiech sprawia że odpływam. Patrzymy na siebie jak wryci... Przybliżam się do niego a ten do mnie...
-Dziękuje- szepczę
-Jestem Jorge- podaje mi ręke
-Martina- chwytam ją -Ale mówią na mnie Tini
-Dasz się zaprosić na kawe?- pyta i oddala się odemnie
-Jasne, nie mam planów- chwyta mnie za ręke
-To chodźmy- udajemy się w stronę kawiarni jednoczeście rozmawiając o wszystkim i o niczym. Siadamy przy jednym ze stolików i czekamy na kelnera
-Opowiedz mi coś o sobie -mówi opierając ręce na stoliku
-Nie ma za dużo do opowiadania...-patrzy na mnie krzywo- No...Spójrz na mnie...-przerywa mi
-Patrzę...-Mówi lekko uwodzicielsko. Po tych słowach zapada nie zręczna cisza, którą przerywa kelner
-Co podać?-pyta. A Jorge wskazuje ręką bym zamawiała pierwsza
-To poprosze Latte i szarlotkę z lodami i bitą śmietaną- kelner spogląda na mojego towarzysza
-Ja to samo co panienka-uśmiecha się nie typowo do kelnera
-Jesteś gejem?-Żucam niekonfortowe pytanie a on podnosi jedną brew
-Nie...-przedłuża ostanią litere
-Sorry, poniosło mnie-przerywa mi
-Gdybym był gejem nie zaprosiłbym tak pięknej dziewczyny na kawę- śmieje się a ja się rumienie... O kurw...To znaczy o kurczę... Zaczyna się...
-Tini...-Chwyta moją ręke-Wiesz...Kiedyś w podstawówce miałem taką przyjaciółkę, która miała tak na imię i była podobna do ciebie...-przerywam mu-Jorge Blanco...?-Pytam
-Tini Stoessel...?-Uśmiecha się po czym jednocześnie wstajemy i przytulamy się.
Godzinę później
Jorge odprowadza mnie do domu.
-Może wejdziesz...?-pytam niepewnie
-Nie chcę się narzucać tobie i twojemu chłopakowi-odpowiada
-Żartujesz sobie ze mnie?Nie narzucasz się. Poza tym nie mam chłopaka-Uśmiecham się
-No dobrze to wejdę-otwieram drzwi od mojego apartamentu
-Kawy, herbaty?-pytam
-A masz może coś mocniejszego?-pyta nieśmiało
-Pewnie,też się napije-uśmiecham się, wyjmuję wino i dwa kieliszki
-Otworzysz?-Pytam podając mu butelkę z winem. Które otwiera po czym nalewa do kieliszków
Zaczynamy rozmawiać co się zmieniło i nim się nie obejrzałam mieliśmy wypite 2 butelki. Kiedy nastała cisza zaczął się do mnie zbliżać...A po chwili złączył nasze usta w delikatnym pocałunku...
Z chęcią odwzajemniałam
pocałunki. Stawają się one coraz bardziej namiętne... Nie wiem czy to
kwestia alkoholu, ale muszę... Po prostu chcę... Po tym już będzie cały
mój. Czyli tak jak chciałam od początku... Hymm...Co by tu... Mm... Może
tors? Tak tors będzie ok.. Ściągam jego kraciastą koszule przygryzając
dolną wargę... Boję się... To będzie mój pierwszy raz, co tam! Raz się
żyje! Jego ręce lądują na moich pośladkach a ja jęczę z podniecenia...
Zaczynam całować jego tors, a po chwili dochodzę do jego spodni...
Następnego dnia
Budzę się otulona ramionami Jorge... Jestem ciekawa co powie... Boje się... Ale mam nadzieje że będzie dobrze...
-Hej-odgarnia jeden kosmyk za ucho i lekko je przygryza
- Cześć- odwracam się i całuje jego usta
-Jak ci się spało?-pyta unosząc brwi
-Z tobą?Dobrze-odpowiadam-A tobie?-pytam z zaciekawieniem
-Też dobrze-posyła mi szczery uśmiech, który odwzajemniam
-Tiniś...-mówi
-Taak Jorguś...?-śmieje się
-Musze iść do pracy...-całuje moje ramię a ja wydaje się cichy jęk
-No dobrze...Idź...
-Nie jesteś zła?-pyta
-Na ciebie?Pff..Nigdy-uśmiecham się a on wstaje z łóżka i ubiera się
-Już tęsknie-obejmuje go od tyłu i przygryzam jego ucho
-Na serio muszę iść kotku-całuje moje usta i wychodzi. Ubieram się i schodzę do kuchni, w celu zrobienia sobie śniadania.
Kilka dni później
-Ale Tini zrób dla własnego bezpieczeństwa!-Krzyczy na mnie Mechi
-Zrobie...Ale
to ty sprawdzisz-podaje mi test i udaję się do łazienki. Wykonuje
wszystko co wskazane na opakowaniu i po wykonaniu natychmiast test
oddaje mojej przyjaciółce
-Marti...-Pokazuje mi test
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Widnieją na nim dwie czerwone kreski. Padam na podłogę... Jak ja mu o tym powiem. Ok dziś wieczorem
-Tini wszystko ok?-pyta
-Nie wiem jak ja Jorgowi to powiem- wybucham płaczem
-Co
mi powiesz?-Zza Mechi zauważyłam ojca tego dziecka. Wybiegam z domu
Mechi. Siadam na ławce i zakrywam twarz w dłoniach. Pada deszcz. Czuje
jak miliony małych kropelek opada na moje ramiona... Nie biegł za
mną...Po prostu ma to gdzieś... Tak mu ufałam... Opieram się o ławkę i
zamykam oczy czuje jak moje ramiona okrywa marynarka...Jego zapach...
Czuje te perfumy
-Jorge jestem w ciąży- wzdycham a on wyciera moje łzy i przytula mnie, a deszcz przestaje padać
-Kocham was-szepcze-Ale...Musze wyjechać...Tylko na parę dni. Mam coś do załatwienia w Budapeszcie
-Budapeszcie?-Pytam zdziwiona
-Tak, ale...-przerywam mu-Żadne "Ale" jadę z tobą-oznajmiam
-Nie Tini ty musisz się opiekować sobą i dzieckiem-chwyta mnie za ramiona
-Dobrze i tak wiesz że tobie ulegnę-uśmiecham się
-Wyjeżdżasz jutro?-pytam
-Tak, ale mówię że na parę dni-pstryka mój nos i idziemy do domu Mechi
NASTĘPNEGO DNIA
-Kocham was-całuje mnie i bierze walizkę
-Ja
ciebie też-pogłębiam pocałunek i zamykam za nim drzwi. Robię sobie
musli i siadam w salonie głaskając swój brzuch. Słysze mój dzwoniący
telefon. Odbieram go. Słysze szokującą wiadomość
"Jorge został zamordowany"-wybucham płaczem i rzucam telefonem o ścianę
Kilka miesięcy później
Urodziłam
zdrowego chłopca. Nazwałam go Jorge po jego ojcu... Niestety nie jest
tak kolorowo. Przez jego śmierć pale. To po prostu dawało mi ulgę...
Dało mi zapomnieć... Najbardziej lubiłam siadać na schodku, i patrzeć
przed siebie. Kiedy tak siedziałam, ciepła herbata ogrzewała mi dłonie,
a wiatr delikatnie muskał moją twarz myślałam o tym, jak przecudownie
by było, gdyby był obok...


1 ^^
OdpowiedzUsuńCudo <3